Co jakiś czas spotykam się z zarzutem, że prawicowy obraz feministki jest karykaturalny. Że feministki wcale nie są takie durne jak nam się wydaje, że wcale nie są motywowane nienawiścią do mężczyzn, że chcą dobrze i mają coś ciekawego do powiedzenia.

Portal gazeta.pl postanowił chyba zawalczyć z tym prawicowym stereotypem i, za dziennikiem Guardian, przybliża czytelnikom poglądy pewnej niebanalnej feministki, autorki 'kontrowersyjnych' książek - Sheili Jeffreys.

Jeśli chodzi o mnie to udało im się częściowo: uważam, że faktycznie to co mają nam do przekazania panie w typie Jeffreys jest bardzo, ale to bardzo interesujące. Licznym stałym czytelnikom mojego bloga (pozdrawiam wszystkich trzech!) solennie obiecuję, że postaram się wypożyczyć wiekopomne dzieła Autorki i streszczę co ciekawsze fragmenty ku waszej uciesze. A imię tych fragmentów będzie Legion.

Skąd wiem? Wystarczy poznać ulubiony temat Autorki:

"stałym tematem jej rozważań jest przekonanie, że mężczyźni utrzymują władzę nad kobietami poprzez akt seksualny i dlatego heteroseksualizm jest zły dla kobiet"

No! Jeśli to jest stały temat rozważań to już mi nic więcej nie potrzeba. Wprawdzie nie napisała o homoseksualizmie, ale możemy śmiało założyć, że w takim razie homoseksualizm jest dla kobiet dobry. Dodajmy do tego twardy dogmat każdego postępowca: orientacja seksualna jest wrodzona i już mamy jasny obraz. Tylko lesbijki są predestynowane do zbawieniatfu! szczęścia. Heteroseksualistki mają przerąbane. I nic im nie pomoże.

Następny punkt Jeffers dostała ode mnie za odkrywczość. Bo ta feministka jest bardzo odkrywcza. Tak w każdym razie twierdzi Guardian (a za nim gazeta.pl). Oto w swojej nowej książce poświęconej prostytucji:

"Jeffreys odkryła także, kto zarabia na tym interesie. Korzystają oczywiście alfonsi, osoby zajmujące się handlem ludźmi i właściciele domów publicznych, ale nie tylko: hotelarze zarabiają na dostarczaniu prostytutek biznesmenom; taksówkarze dostają napiwki za podwożenie turystów do burdeli."

No i to jest odkrycie, co się zowie, nie? Tesla, Kopernik i Jeffreys. Może tylko kolejność nie ta.

A tu świeże spojrzenie uczonej autorki (jest profesorką na uniwersytecie w Melbourne, więc żartów nie ma) na małżeństwo: